Cyt.: „Zoja wstrzymała oddech widząc że pośród zgniecionych źdźbeł siana zbitych w kupę leży dłoń, wokół której lata mucha. Odcięta od reszty ciała na wysokości nadgarstka, sprawiała makabryczne wrażenie. Zewnętrzna strona nosiła ślady daleko posuniętego rozkładu Zoja nachyliła się, żeby przyjrzeć się jej z bliska. Wychudzone i nienaturalnie powyginane palce tworzyły coś na kształt koszyka (...)”.

Jest ocean, jest deska, a do deski uczepiony rozbitek. Jak deska dla rozbitka, tak dla grafika ważny jest tytuł książki, której okładkę ma projektować. Jest on głównym punktem zaczepienia: od niego zaczyna się burza mózgów, pierwsze skojarzenia, gra słów. Bez tytułu ani rusz. A co, jeśli tytułów jest kilka? Pełnia szczęścia czy szaleństwo w oczach? Którą deskę złapać najpierw, gdy wkoło sama woda z rekinami?

fragment okładki „Jaglany detoks”

Sztuczka graficzna. Jak zrobić napis z kaszy jaglanej? Tytuł książki Marka Zaremby „Jaglany detoks” (Wydawnictwo Pascal) aż sam się prosił, by litery sklecić z ziarenek. W sieci roi się od photoshopowych tutoriali, jak zrobić napis cukru, mąki, czy innego równie ziarnistego i drobnego materiału. Wydawało się, że będzie to bułka z masłem. Było jednak jedno małe „ale”...

Myk, myk i zrobione

W nowym mieszkaniu łazienka była nieduża. Kafle wybrane, wanna czeka. Zgodnie z zasadą, że najlepsi fachowcy są z polecenia, zaprzyjaźniony glazurnik miał się tym zająć. Przyszedł, rzucił okiem znawcy i – zgodnie z oczekiwaniami – ocenił, że „myk, myk i będzie gotowe”. Remont trwał dwa tygodnie… Ktoś mógłby powiedzieć, że długo. Miałby rację. Ale za to zaprzyjaźniony glazurnik może z czystym sumieniem powiedzieć, że nigdy nie zhańbił się fuszerką...